2006-12-28 00:58:23 ![]() Mężczyzna pełen artyzmu i uniesienia, pozbawiony tej idiotycznej przyziemności i gloryfikacji martyrologii, w które patrzę codziennie. Kosmopolita bez nacjonalistycznego bełkotu, w który nie uwierzę. Żyjący ponad światem niż ten, zastany. Nareszcie mężczyzna, który widzi i czuje więcej. Umiejętnie i zniewalająco splatający profanum i sacrum. Rozlewający we mnie spokój, pod którym cicho oddycha niezmierzony lęk, wywołujący pożądanie psychofizyczne, za którym chowa się psychofizyczny ból głodu narkotykowego. Moja intymna religia, monoteistyczna miłość do boga artysty. Oddany i czczący, poddany i w moich rękach. Bóg artysta we mnie, różaniec jego słów i muzyki między moimi udami, skrwawione palce na moich wargach, moje ukąszenia na jego skórze, piekielna modlitwa, erotyczna pieśń, kielich jego krwi, całe jego ciało na pamięć poznane. Moje. Amen. Lateks i koronki. Ładnie się jego krew z nimi skomponuje. Mój prywatny mistrz flamenco i jego prywatna muza. Ja- taniec, on- muzyka. Idealnie. Bo tylko muzyk zrozumie tancerkę. Miałeś miły rację, że potrzeba mi albo artysty, albo lesbijki. skomentuj 2006-11-18 23:56:41 ![]() Śniło mi się, że ją zgwałciłam. Jednakże nie przypominam sobie, bym miała z tego szczególną przyjemność zmysłową. To było coś znacznie więcej. Pamiętam, siedziała skulona na dużym łóżku, opierając się o ścianę i niezdarnie próbując zakryć swoją zakrwawioną, rozdartą i upokorzoną nagość białym prześcieradłem. Obrzydliwie zapłakana, tak, jak tylko ona zapłakać się potrafi. Przygryzała wargi i kwiliła, i sama nie wiem, co było intensywniejsze. Jej łzy, czy jej krew. Czy moje zacięte milczenie, w kolorze miłości i nienawiści. Czy zapach satysfakcji i pustki. Gdy ona roczulała się nad swoim upodleniem i traciła oddech płacząc, ja stałam przed lustrem w fetyszkach i podartych pończochach, i przyglądając się tafli lustra, powoli wypalałam papierosa. Nie zwracając uwagi na dramat rozgrywający się obok mnie. Zmyłam z palców ją całą; całą jej krew, całą jej lepkość, cały jej zapach. Nie ślad po niej był mi potrzebny. Raczej to błogie uczucie, które tliło się we mnie ekscytująco przyjemnie zawsze, gdy ona przeze mnie chociaż najdrobniej cierpiała. Wyraz jej twarzy, spojrzenie oczu, ton głosu... Gdy tylko zdradzały, że boli ją to, co robię, ja czułam, jak rosną mi skrzydła. Uwielbiam, gdy jest bezradna. Kireina shino doruwo natta Znów dostałam to, czego chciałam. Piękno niewierności, pielęgnuję je czule, z gorzkim uśmiechem na ustach. Kilka chwil pustego i zwierzęcego seksu, triumf zmysłowego profanum... Niewierność spleciona z łatwowiernością. Jak to jest... Myśleć czule o lubym, podczas gdy on zupełnie nie-czule zabawia się z kimś, kogo się brzydzi. Wierzyć, wybaczać v e r s u s ranić. Aż wierzyć się nie chce, co za cynizm, cóż za kuriozum. Ulegać temu, co się nienawidzi, zapominać o tym, co się czci. I wszystko nadal jest pod krzyczącym jaskrawą czerwienią szyldem p o n o ć. Hageshiku makuwo oroshita Zostałam ochrzczona Dazzling Dance Divą przez mojego ulubionego sprzedawcę, którego spotkałam wczoraj na homo imprezie. Dyskdżokej szczerzy kły znad konsolety skomentuj 2006-10-03 22:12:44 ![]() Uwielbiam patrzeć na dobrze tańczących mężczyzn. Fascynują mnie ich ruchy, ich wygląd. Chłonę ich, czując w sobie delikatną ekstazę i przyjemność obserwacji. Kupię sobie takiego dobrze tańczącego i dobrze wyglądającego mężczyznę, ubiorę go w spodnie z lacku i fishnety, zapnę na szyi obrożę, umieszczę go w wielkiej metalowej klatce, będę karmić techno-industrialem i będę uprawiała miłość z jego tańcem. Piątkową noc z Kociakiem mogę uznać jak najbardziej za udaną. Czarnowłose cudo, genialnie tańczące, uwielbiające dress-up i w wielu kwestiach takie, jak ja. A moja próżność została mile popieszczona tydzień później na Blood, przez śliczną panią, która stwierdziła, że ze swoim towarzyszem napalała się na mój taniec. Bez smyczy życie jest cudowne. Coś mnie kłuło w lewą pierś. Uciążliwie i nieprzyjemnie. Myślałam, że to może wyrzuty sumienia, a może żal, a może tęsknota... Nie. To tylko sto złotych, których chwilowo nie miałam gdzie odłożyć. Mała pizda o gołębim sercu. Niech bóg ma ją w swojej opiece, bo chyba tylko na domniemaną pomoc może liczyć. skomentuj 2006-09-06 22:06:09 ![]() Chińskie róże, czarne markowe pióro, buddyjska modlitewna chusta z krwawoczerwonego jedwabiu na moich ramionach, w szkle mongolska wódka. Powietrze przesycone zmrokiem granatowo-fioletowym, rozświetlanym przez bladoszafirowe światło. Słodki dekadentyzm, piękno sztuki zawartej na błyszczących kartach albumu, cudowność słów na szeleszczącym papierze, upajająca cisza wieczoru i nieskończona przyjemność łapania chwil, mgnień, drobiazgów, z których tkam siebie i swój świat. Tanz mit Laibach! W moim śnie mówił, że jestem zła, ale lubi to obserwować. W swojej rzeczywistości mówił, że jestem zła, a on tego nienawidzi. W mojej rzeczywistości mówię, że nie wierzę w swoje zło, tak jak nie wierzę w swoje dobro i tak, jak nie wierzę w istenienie jakiejkolwiek prawdy. Jeżeli w ogóle wierzę, to w siebie. Siebie, i tylko siebie. Ja, to mój świat. Ja, to moja natura kota. Chodzę własnymi drogami, bywa, że nie uznaję kompromisów. Nie uznaję ich, bo nie chcę zmieniać się, gdy ktoś tego potrzebuje. Nawet, jeśli powinnam to zrobić dla osoby, którą kocham. Dla mnie miłość, to akceptacja. Ja ludzi nie zmieniam, ale przyjmuję, jakimi są i to w nich ewentualnie kocham. Nie bawię się w moralizatora, nie ingeruję, nie chcę kogoś zmieniać, bo zależy mi, by był przy mnie sobą. ...Nawet, gdy są to wyznania niestosowne do przekazania kobiecie, z którą się jest. Dlatego szczerze życzę tamtym delikatnie porcelanowym uszom tamtych słów. Jutro przyjedżają moje dwa kociaki. Pierwszy jest malutki, czarny i mruczący. A drugi ma 180cm, nosi platformy, jest magnetycznie przystojny i wspaniale tańczy. I doskonale wie, na co mam ochotę. Mrau. Techno body music, electro sex skomentuj |